08.05.2026
Mamy coraz większe problemy z ortografią…
Podobno większość z nas dobrze się czuje w przedmiotach humanistycznych, jest wręcz humanistami, a jednak nie czyta, nie pisze, a jeśli już coś pisze, to… ma problemy z ortografią. A jeszcze większe problemy mają nasze dzieci…
Jakby na to nie spojrzeć, od kilkunastu, a może już od ponad 2 dekad problemy z ortografią dotyczą nie tylko najsłabszych czy najbardziej roztrzepanych uczniów, ale bardzo często również tych uznawanych za uzdolnionych. No dobrze – my też mamy coraz większe problemy z ortografią…
Źródło problemów z ortografią u dorosłych i dzieci jest nieco inne. Cóż – w naszym przypadku, przeważnie chodzi o zapominanie i brak utrwalania naszej wiedzy i umiejętności (odręcznie nie piszemy w ogóle, na komputerze w kwestii ortografii wyręcza nas edytor tekstu, z włączoną autokorektą, dzięki której nawet nie mamy pojęcia ile i jakie błędy popełniamy – no chyba, że nagle odkrywamy, że nasze wypowiedzi jakoś nie mają sensu, za to pojawia się w nich sporo słów, których nie pisaliśmy – bo z uwagi na zbyt złożone błędy komputer wziął je za inne słowa; dodajmy, że w pracy czy w prywatnym życiu częściej wypełniamy gotowe formularze, kopiujemy i przerabiamy stare pisma, a na domiar złego nie czytamy książek; od 2 lat pojawił się wróg śmiertelny naszych umiejętności samodzielnego pisania – czyli sztuczna inteligencja). W przypadku naszych dzieci jest gorzej. Nasze pociechy nie mogą zapomnieć czegoś, czego jeszcze się nie nauczyły… One już wychowują się z elektroniką w ręce, więc często nawet nie podejmują próby opanowania podstaw ortografii – nawet nie widzą i nie rozumieją takiej potrzeby (tak jak ze sporą częścią nauki).
Tu właśnie pojawiają się 2 niezależne problemy – pierwszym z nich jest to, jak nauczyć i utrwalić w pamięci dzieci znajomość ortografii, przy okazji zasobów słownictwa i innych umiejętności językowych. Drugim (skądinąd dotyczącym niemal całej edukacji) jest przekonanie naszych dzieci, że dana umiejętność jest im niezbędna, co w dobie wszechobecnego Internetu jest niesamowicie trudne…
Chyba my sami wciąż nie mamy wątpliwości, że znajomość ortografii każdemu, nawet niezbyt wykształconemu człowiekowi jest niezbędna. Oczywiście zawsze można pójść na łatwiznę i załatwić zaświadczenie o dysortografii czy dysleksji, niemniej pamiętajmy, że w dorosłym życiu raczej niespecjalnie kogoś będzie interesować, że ktoś cierpi na dysortografię, szczególnie, jeśli nie będzie to faktyczne zaburzenie, a tylko uniki.
Budowanie motywacji dziecka do nauki to niezwykle trudne zadanie. Z jednej strony konieczne jest zainteresowanie dziecka nauką – po prostu wzbudzenie ciekawości poznawczej, chęci zdobywania wiedzy i umiejętności. Tak po prostu – dla zaspokojenia własnej ciekawości, satysfakcji… W przypadku ortografii pomocna może być nauka przez zabawę – do tematu powrócimy niebawem. Z drugiej strony dziecko powinno zrozumieć, że pewna elementarna wiedza i umiejętności, niezależnie od komputerów, smartfonów i Internetu jest im jednak niezbędna. O ile my doskonale pamiętamy tzw. czasy analogowe i potrafimy sobie wyobrazić życie bez elektroniki, choćby przez krótki czas. Wyobrażamy sobie jakąś potężniejszą awarię czy brak dostępu do określonych sprzętów, to dla naszych dzieci to już troszkę abstrakcja. Dlatego też od najmłodszych, jeszcze przedszkolnych lat dziecka musimy wykorzystywać każdą zwykłą życiową sytuację, by dziecko zrozumiało, że elektronika jednak jest zawodna i czasami nie mamy do niej dostępu… Przykład z własnego życia – w moim domu od kilkunastu lat jest domofon, w którym drzwi do budynku można otwierać za pomocą kodu. Dzięki temu z biegiem lat wychodząc z pieskiem czy np. ze śmieciami w domu oduczyliśmy się wychodzenia na chwilę z kluczami czy z telefonem.., kilak dni temu (pierwszy raz od ponad dekady) domofon uległ awarii… efekt – wraz z pieskiem przez pół godziny czekałam pod wejściem do budynku, aż będzie wychodził jakiś sąsiad… Z komputerami i smartfonami jest tak samo – warto rozmawiając na co dzień z dziećmi powoływać się na takie proste przykłady…
Źródło problemów z ortografią u dorosłych i dzieci jest nieco inne. Cóż – w naszym przypadku, przeważnie chodzi o zapominanie i brak utrwalania naszej wiedzy i umiejętności (odręcznie nie piszemy w ogóle, na komputerze w kwestii ortografii wyręcza nas edytor tekstu, z włączoną autokorektą, dzięki której nawet nie mamy pojęcia ile i jakie błędy popełniamy – no chyba, że nagle odkrywamy, że nasze wypowiedzi jakoś nie mają sensu, za to pojawia się w nich sporo słów, których nie pisaliśmy – bo z uwagi na zbyt złożone błędy komputer wziął je za inne słowa; dodajmy, że w pracy czy w prywatnym życiu częściej wypełniamy gotowe formularze, kopiujemy i przerabiamy stare pisma, a na domiar złego nie czytamy książek; od 2 lat pojawił się wróg śmiertelny naszych umiejętności samodzielnego pisania – czyli sztuczna inteligencja). W przypadku naszych dzieci jest gorzej. Nasze pociechy nie mogą zapomnieć czegoś, czego jeszcze się nie nauczyły… One już wychowują się z elektroniką w ręce, więc często nawet nie podejmują próby opanowania podstaw ortografii – nawet nie widzą i nie rozumieją takiej potrzeby (tak jak ze sporą częścią nauki).
Tu właśnie pojawiają się 2 niezależne problemy – pierwszym z nich jest to, jak nauczyć i utrwalić w pamięci dzieci znajomość ortografii, przy okazji zasobów słownictwa i innych umiejętności językowych. Drugim (skądinąd dotyczącym niemal całej edukacji) jest przekonanie naszych dzieci, że dana umiejętność jest im niezbędna, co w dobie wszechobecnego Internetu jest niesamowicie trudne…
Chyba my sami wciąż nie mamy wątpliwości, że znajomość ortografii każdemu, nawet niezbyt wykształconemu człowiekowi jest niezbędna. Oczywiście zawsze można pójść na łatwiznę i załatwić zaświadczenie o dysortografii czy dysleksji, niemniej pamiętajmy, że w dorosłym życiu raczej niespecjalnie kogoś będzie interesować, że ktoś cierpi na dysortografię, szczególnie, jeśli nie będzie to faktyczne zaburzenie, a tylko uniki.
Budowanie motywacji dziecka do nauki to niezwykle trudne zadanie. Z jednej strony konieczne jest zainteresowanie dziecka nauką – po prostu wzbudzenie ciekawości poznawczej, chęci zdobywania wiedzy i umiejętności. Tak po prostu – dla zaspokojenia własnej ciekawości, satysfakcji… W przypadku ortografii pomocna może być nauka przez zabawę – do tematu powrócimy niebawem. Z drugiej strony dziecko powinno zrozumieć, że pewna elementarna wiedza i umiejętności, niezależnie od komputerów, smartfonów i Internetu jest im jednak niezbędna. O ile my doskonale pamiętamy tzw. czasy analogowe i potrafimy sobie wyobrazić życie bez elektroniki, choćby przez krótki czas. Wyobrażamy sobie jakąś potężniejszą awarię czy brak dostępu do określonych sprzętów, to dla naszych dzieci to już troszkę abstrakcja. Dlatego też od najmłodszych, jeszcze przedszkolnych lat dziecka musimy wykorzystywać każdą zwykłą życiową sytuację, by dziecko zrozumiało, że elektronika jednak jest zawodna i czasami nie mamy do niej dostępu… Przykład z własnego życia – w moim domu od kilkunastu lat jest domofon, w którym drzwi do budynku można otwierać za pomocą kodu. Dzięki temu z biegiem lat wychodząc z pieskiem czy np. ze śmieciami w domu oduczyliśmy się wychodzenia na chwilę z kluczami czy z telefonem.., kilak dni temu (pierwszy raz od ponad dekady) domofon uległ awarii… efekt – wraz z pieskiem przez pół godziny czekałam pod wejściem do budynku, aż będzie wychodził jakiś sąsiad… Z komputerami i smartfonami jest tak samo – warto rozmawiając na co dzień z dziećmi powoływać się na takie proste przykłady…















