15.03.2026
Avista... Andrzej i Wiktor bardziej prywatnie - wywiad
Hmm, po bardzo dłuuuugiej przerwie powracamy do naszej rozmowy z popularnym, lubianym i bardzo lubianym Duetem naszej sceny – mowa o Duecie czy też Zespole Avista.
Tym razem Andrzej Dragon i Wiktor Trojanowski od prywatnej, chwilami nieco zaskakującej strony – będzie o hobby, gotowaniu, jak też o tym, kim Panowie chcieli zostać w dzieciństwie.
Tym razem Andrzej Dragon i Wiktor Trojanowski od prywatnej, chwilami nieco zaskakującej strony – będzie o hobby, gotowaniu, jak też o tym, kim Panowie chcieli zostać w dzieciństwie.
- Teraz bardziej prywatnie – to znaczy Andrzej już nieco kiedyś o tym opowiadał, ale może coś się zmieniło… Jakie jest Wasze hobby, czym lubicie zajmować się w wolnym czasie?
A.: Ja oczywiście niezmiennie. Zacznę od tego, że jestem – może obecnie stałem się bardziej – domatorem. Lubię przebywać w domu, lubię latem przebywać na ogródku, lubię wyjeżdżać sobie na własną działkę do Kokotka. Druga rzecz, o której niektórzy już wiedzą – hoduję rybki akwariowe. Czyli po prostu akwarystyka. Od ubiegłego roku jeszcze wędkarstwo. Czynnie zająłem się wędkarstwem, opłaciłem sobie kartę wędkarską i w wolnym czasie się tym zajmuję. Oczywiście nie zapominajmy tutaj przez cały czas o muzyce. Tak więc reasumując: muzyka, akwarystyka, wędkarstwo, domator i działka.

- Trochę mnie zaskoczyłeś tym połączeniem akwarystyki z wędkarstwem… To jak – łowisz te ryby, a potem wpuszczasz do akwarium?
A.: [śmiech] Nie – to co łowię, zjadam. A te, które mam w akwarium – hoduję dla własnej przyjemności.
- Wiktorze, a jak w Twoim przypadku?
W.: Gdybym kupił kota, to nabył bym takiego, który wrąbał by Andrzejowi te wszystkie rybki z akwarium. Nie musiałby ich jeść, załatwiłby to kot. To tak żartem – choć mam też czujnię na kota. Ale na poważnie. Ja żyję tylko i wyłącznie z muzyki, mam uczniów – i to całkiem dużo. Oczywiście troszeczkę komponuję, no – więcej niż troszeczkę, zaczyna się tego robić dużo. Natomiast jeśli chodzi o hobby, to kiedyś była nim piłka nożna, obecnie jest nim piwo bezalkoholowe – niestety. Ale chudnę, udało mi się już schudnąć, z czego bardzo się cieszę. Tak więc totalne obijanie się. Już jestem w takim wieku – przedemerytalnym – że gdy mam wolny czas, leżę w łóżku. Andrzej próbuje dodzwonić się do mnie o godzinie 19:55, niech zapomni, że się dodzwoni – bo już telefon jest wyciszony. Tatuś Wituś śpi, dziadziuś Wituś śpi. Ale hobby generalnie jest muzyczne, pracuję w branży muzycznej, zawód muzyczny – wszystko związane jest z muzyką. To jest wszystko.
- Czy macie jakieś zwierzaki – to znaczy oprócz rybek Andrzeja?
A.: Tak – mam pieska, jack’a teriera – to sunia, wabi się Saba. Mam również kotkę – to fajny dachowiec, który kiedy chce, wychodzi przez okno, a wraca drzwiami. [śmiech] Ma na imie Binka.
- Czyli same Dziewczyny…
A.: Tak. Saba i Binka nadają na tych samych falach. Wiadomo, że Saba musi czasami trochę poszczekać, żeby pokazać swoją wyższość nad kotką, ale raczej żyją w symbiozie.
- To super. A jak u Wiktora?
W.: Brak zwierząt, choć jakby tak patrzeć, że to są ssaki, to mam moją piękną i kochaną Żonę. Tylko tyle.
A.: To pojechałeś…
W.: Mało tego – mimo, że się wychowywałem w domu, w którym były kury, psy, koguty, indyki, i nie wiem co jeszcze… Koguty podziubały wszystkich… No, ale teraz mam wspaniałą, piękną Żonę.
A.: To pojechałeś…
W.: Mało tego – mimo, że się wychowywałem w domu, w którym były kury, psy, koguty, indyki, i nie wiem co jeszcze… Koguty podziubały wszystkich… No, ale teraz mam wspaniałą, piękną Żonę.
- Ciekawa konkluzja w temacie zwierzaków.
- Czy gotujecie w domu i czy lubicie gotować?
A.: Ja lubię gotować, ale tu jest właśnie problem z wolnym czasem, kiedy zająć się gotowaniem. Kiedy mam wolny weekend, to jak najbardziej, nie mam z tym większych problemów.
W.: Ja jestem po technikum gastronomicznym, więc jestem wytrawnym kucharzem. Robię zakupy, gotuję, itd. – i to już od kilkudziesięciu lat. Tak więc moja Żona jest z tego zwolniona. W ogóle moja Żona w marketach czuje się jak Tarzan – nie wie gdzie co jest. Kiedyś byliśmy na zakupach, okazało się, że nawet nie wie, gdzie można kupić masło. Dobrze mówię? [śmiech]
W.: Ja jestem po technikum gastronomicznym, więc jestem wytrawnym kucharzem. Robię zakupy, gotuję, itd. – i to już od kilkudziesięciu lat. Tak więc moja Żona jest z tego zwolniona. W ogóle moja Żona w marketach czuje się jak Tarzan – nie wie gdzie co jest. Kiedyś byliśmy na zakupach, okazało się, że nawet nie wie, gdzie można kupić masło. Dobrze mówię? [śmiech]
- Zastanawiam się tylko co będzie, jak Twoja Żona będzie czytała kiedyś ten wywiad…
W.: Niech przeczyta. Nawet przytaknie…
A.: Powie, że już Cię nie kocha!
W.: Nie, nie, nie – kocha mnie! Przecież powiedziałem przed chwilą, że kocham moją Żonę, natomiast teraz to jest jak najbardziej na mojej głowie – zakupy, gotowanie, przyjmowanie Gości z moim gotowaniem. Improwizacja na temat… Jakby nie było, z wykształcenia jestem technikiem technologiem wyżywienia zbiorowego. O czym mało kto wie.
A.: Powie, że już Cię nie kocha!
W.: Nie, nie, nie – kocha mnie! Przecież powiedziałem przed chwilą, że kocham moją Żonę, natomiast teraz to jest jak najbardziej na mojej głowie – zakupy, gotowanie, przyjmowanie Gości z moim gotowaniem. Improwizacja na temat… Jakby nie było, z wykształcenia jestem technikiem technologiem wyżywienia zbiorowego. O czym mało kto wie.
- Cofnijmy się jeszcze troszkę w czasie… Kim chcieliście zostać w dzieciństwie?
A.: Trudne pytanie. Nie wiem, czy miałem jakieś perspektywy, kim chciałbym być. Życie się potoczyło, tak jak się potoczyło, jestem instrumentalistą, skończyłem technikum budowlane, a pracuję w branży stalowej. Tak, że życie weryfikuje wszelkie plany. Nie miałem jakiś takich marzeń w dzieciństwie. Pamiętam jedynie, że mój Kuzyn, gdy był mały, bardzo chciał zostać windziarzem i śmieciarzem. Ale nie udało mu się. [śmiech] Ja takich pragnień nie miałem! [śmiech]
W.: Ja dla odmiany trafiłem, bo już od początku szkoły podstawowej powiedziałem moim Rodzicom, w szczególności mojej Mamusi, która bardzo pilnowała mojej edukacji, że chciałem być kucharzem – i poszedłem do technikum. Mało tego – mimo, że byłem wzorowym uczniem, chciałem iść do zawodówki, ponieważ tam tyły trzy dni praktyki gastronomicznej i tylko dwa dni teorii. Ale moja Mamusia się zgodziła i poszedłem do technikum gastronomicznego w Tarnowskich Górach. Udało się – skończyłem szkołę, zyskałem zawód. A potem przyszła już muzyka – to znaczy toczyła się alternatywnie, bo chodziłem do ogniska muzycznego, do szkoły muzycznej – podstawowej oraz średniej. I tak się to skończyło.
W.: Ja dla odmiany trafiłem, bo już od początku szkoły podstawowej powiedziałem moim Rodzicom, w szczególności mojej Mamusi, która bardzo pilnowała mojej edukacji, że chciałem być kucharzem – i poszedłem do technikum. Mało tego – mimo, że byłem wzorowym uczniem, chciałem iść do zawodówki, ponieważ tam tyły trzy dni praktyki gastronomicznej i tylko dwa dni teorii. Ale moja Mamusia się zgodziła i poszedłem do technikum gastronomicznego w Tarnowskich Górach. Udało się – skończyłem szkołę, zyskałem zawód. A potem przyszła już muzyka – to znaczy toczyła się alternatywnie, bo chodziłem do ogniska muzycznego, do szkoły muzycznej – podstawowej oraz średniej. I tak się to skończyło.
- Dziękuję bardzo za udzielenie wywiadu.
A., W.: Również dziękujemy.
















