Rozmawiam dziś z niezwykle popularnym i lubianym Prezenterem Radiowym, Telewizyjnym, Internetowym, Konferansjerem, obdarzonym ogromnym poczuciem humoru, znanym m.in. z Listy Śląskich Szlagierów LSS Szlagierowo.pl – czyli z Sebastianem Mierzwą. Na początek Sebastian Mierzwa opowiedział Śląskim Przebojom o swojej pracy w roli Prezentera i Konferansjera, jak też o początkach swojej drogi związanej ze sceną i muzyką…
fot.: Ala Oswald
Jesteś popularnym Prezenterem Telewizyjnym, Internetowym i (do niedawna) Radiowym – możemy zobaczyć Cię w roli Prowadzącego Listę Śląskich Szlagierów. Często pojawiasz się też w roli Konferansjera na koncertach. Jak Ci się udaje to wszystko pogodzić?
S.: Generalnie z określeniem „popularny” to już chyba przebrzmiały temat, z racji tego, że już od pewnego czasu nie pracuję w mediach ogólnodostępnych – to znaczy Internet jest medium ogólnodostępnym, jednak wśród naszych Fanów nie jest jeszcze takim popularnym medium, które daje jakąś dużą rozpoznawalność. Oczywiście jest influencerstwo czy youtuberstwo, ale jest popularne wśród znacznie młodszych roczników. A nawiązując do Twojego pytania – oczywiście trochę tej roboty jest, nie mogę narzekać – ludzie przez te 15 lat mojej radiowo-telewizyjnej przygody zdążyli już mnie poznać, wcześniej też coś robiłem w tej branży, więc do tej pory ludzie mnie znają i kojarzą. A jak to pogodzić? Właściwie to łączy się jedno z drugim. Robota przy Liście Śląskich Szlagierów, to trzymanie się w ryzach – jest scenariusz, trzeba temu wszystkiemu jakoś sprostać i tego się trzymać. Jest tam oczywiście trochę mojej inwencji, ale to jest scenariuszowe. A prowadzenie koncertów? To w zależności, kto ten koncert organizuje – organizatorzy bardzo często mają swoje wizje i wymagania, aczkolwiek albo wpisuję się w tę wizję z moją osobowością i sposobem prowadzenia, albo nie. Czy to jest łatwe do pogodzenia – chyba jest. Nie ma tej roboty aż tyle, żebym tego nie mógł jakoś połapać, pogodzić. Lista zajmuje 1, maksymalnie 2 dni w tygodniu – w sensie nagrania programu. Koncerty zwyczajowo odbywają się w weekendy, tak więc jakoś udaje się to powoli pogodzić.
Patrząc z perspektywy wielu lat, w której z ról czułeś czy czujesz się najlepiej – Prezentera Radiowego, Telewizyjnego / Internetowego czy Konferansjera podczas koncertów?
S.: Czy to była Szlagierowa Biesiada, czy to było Radio Piekary, czy Radio Silesia, czy teraz Lista Śląskich Szlagierów to działania komercyjne, medialne – przyznam, że w każdym zawsze było 100% mnie. Czuję się w tym bardzo dobrze, odkrywam w sobie jakby nowy rozdział mojego życia, bo zawsze z tą moją konferansjerką związany był jakiś dowcip, cięta riposta, a teraz idzie to może bardziej w stand-up… Przy okazji Ślązaków do wzięcia – to nowe kabaretowo-muzyczne show organizowane przez Teatr Muzyczny Castello – wstępnie miałem mieć rolę Prowadzącego, ale wszystko trochę ewoluowało i teraz jest to jak najbardziej prowadzenie (bo trzeba całość pociągnąć, tak by całość „żyła”), ale też troszkę takiego stand-upu, moje żarty jakoś śmieszą Widownię, więc idzie to w dobrą stronę. A czy jest jakaś strona, w której się czuję najlepiej? Jeśli mogę się spełniać, czy to było za mikrofonem radiowym, czy przed kamerą, czy też na scenie i mogę dać z siebie 100%, nie muszę się ograniczać, to każde z tych miejsc jest fajne.
Niezależnie, czy to radio, telewizja, imprezy, wszystko jednak jakoś kręci się u Ciebie wokół tematyki muzycznej. Podobno z muzyką związany jesteś od najmłodszych lat – pamiętam, że wspomniałeś niegdyś, że już w szkole udzielałeś się jako DJ…
S.: Generalnie tak to się zaczynało, że takie DJ-owanie, to były lata 90’, oczywiście z DJ-owaniem we współczesnym rozumieniu niewiele to miało wspólnego, bo dostęp do tego sprzętu, techniki, w naszym Kraju był jeszcze bardzo ograniczony i raczkował, ale rzeczywiście pierwsze kroki już się stawiało. Potem pierwsze kroki konferansjerskie – jakieś lokalne festyny, bardziej oparte o Rudę Śląską i miejscowości ościenne. To w jakiś sposób ciągnęło mnie do tego, by na tej scenie się pojawiać, muzyka była zawsze dodatkiem. Teraz mogę powiedzieć, że jestem bardziej hmm – DJ, to za duże słowo, bardziej powiedziałbym prezenterem muzycznym. Potrafię posklejać te numery do kupy, coś powiedzieć, zagrać, ale moim zdaniem do DJ-owania jest jeszcze daleka droga, bo moim zdaniem do obecnie dosyć popularny kierunek i rzecz, która dosyć mocno się obecnie rozwija, z uwagi na dostępność do sprzętu, muzyki, ilości imprez – których jest coraz więcej. Powoduje to, że jest coraz więcej chętnych. To pokazuje też, jakie cuda można wykrzesać też z konsoli DJ-skiej. Kiedyś to było bardzo zamknięte grono, dzisiaj Internet – tutoriale na Youtube, Tik Toku, różne filmiki pokazujące jak można gdzieś tam grać, sprawiają, że zasięg jest dużo większy. Ta muzyka była przez cały czas obok mnie – oczywiście te szlagierowe grania, bo właśnie moje początki na scenie gdzieś się zbiegają z początkami szlagierowego grania na szerszą skale na naszym śląskim rynku. To było właściwie nieodłączne, że gdy prowadziło się festyn – pierwszy, drugi, piąty dziesiąty… osiedlowy czy dzielnicowy, gwiazdami byli właśnie Artyści z naszego podwórka: Mirek Szołtysek, Mirosław Jędrowski, Mariusz Kalaga czy też nawet Universe. Trochę tego było, więc ta muzyka wokół towarzyszyła mi. Ponadto moje pierwsze kroki sceniczne, to też współpraca z Marianem Makulą, z Darkiem Niebudkiem – a dla Nich muzyka, to zawsze był chleb powszedni.
Kto obchodzi Urodziny w maju?
Śląski Gwiazdozbiór
Słowniczek: z naszego na polski i z polskiego na nasze