30.12.2025
Ach te fajerwerki
Nadchodzi kolejny Sylwester – w tym roku chyba wyjątkowo zimowy (na tle ostatnich lat), tak czy inaczej to niewątpliwie jedna z najbardziej wyczekiwanych (jeśli nie najbardziej) nocy w roku – czas zabawy, spotkań ze znajomymi, bali, imprez, koncertów, głośnej muzyki, kreacji i… fajerwerków. Dla wielu z nas ulubionego elementu związanego z Sylwestrem i powitaniem Nowego Roku – dla przyrody (ale też wielu osób) elementu szkodliwego, wręcz stanowiącego śmiertelne zagrożenie…
Mówi się, że Nowy Rok należy przywitać z hukiem – pytanie, czy trzeba brać to aż tak dosłownie. O ile w przypadku wielu kwestii związanych choćby ze Świętami Bożego Narodzenia i choćby dekoracjami, itp. można zawsze – nawet w najbardziej komercyjnych tradycjach – jakiś akcentów neutralnych, a wręcz pozytywnych z punktu widzenia środowiska, jak też nas samych (przy odrobinie rozsądku). W przypadku fajerwerków niestety nie udało nam się tego doszukać. Owszem – jest to jakaś tradycja (choć w Polsce wcale nie jakaś specjalnie długowieczna), i to by było na tyle.
Pomijając środowisko – fajerwerki to ogromny koszt dla naszego portfela – za kilka minut przyjemności (zależy jak dla kogo) płacimy kilkaset złotych – i nic nam z tej przyjemności nie zostaje, poza bardzo ulotnymi wspomnieniami (bo w tym przypadku nawet za bardzo z fotkami nie zaszalejemy). Nie oszukujmy się, że za te pieniądze moglibyśmy np. kupić sobie jakiś (nie taki mały) drobiazg – coś związanego z hobby, fajne ciuchy, bilety na koncert, do teatru czy (już w sporej ilości) do kina… Chyba z tego wszystkiego czerpalibyśmy nieco większą i dłuższą radość – to już taki argument dla osób najmniej wrażliwych…
Fajerwerki to przede wszystkim potworny hałas – dla zwierząt wręcz zabójczy (czasami to potężne obciążenie dla wielu ludzi – zwłaszcza chorych, czy choćby mających spektrum autyzmu). Jeśli chodzi o zwierzaki, to fajerwerki są gigantycznym problemem zarówno dla zwierząt domowych, jak też przebywających w ogrodach zoologicznych, ośrodkach dla zwierząt, jak też zwierząt dzikich. W najlepszym przypadku dla sporej grupy zwierzaków odrobina sylwestrowego szaleństwa kończy się potwornym strachem, stresem, czasami urazami psychicznymi na dłuższy czas (nadmierna lękliwość w codziennych sytuacjach). Często jednak zwierzaki przypłacają tę noc życiem – czy to po prostu zawałem serca ze stresu, czy też tragicznymi wypadkami podczas nagłej ucieczki przed hałasem i błyskami w środku nocy – ptaki rozbijają się o okna, ściany budynków, większe zwierzaki (np. w ośrodkach) w panice wpadają na ogrodzenie), a na wolności wpadają pod koła samochodu (może przy okazji powodując wypadek z poszkodowanymi wśród ludzi)... Taka sylwestrowa zabawa, to śmierć tysięcy niewinnych zwierząt.
Nie wspominając już o naszych domowych pupilach – szczególnie psiakach, które w panice uciekają (wyślizgując się przez niewielką szparę w drzwiach czy uchylone nieopatrznie okno, czy furtę w ogrodzie lub przeskakując przez płot, nawet, jeśli zdawałoby się, że to znacznie przekracza ich możliwości). A jak kończą się takie ucieczki? W najlepszym przypadku zniknięciem z domu na kilka dni, często wylądowaniem bardzo daleko od domu – i ewentualnie w schronisku dla psów (pytanie na jakie zwierzak trafi – bo z takowymi różnie bywa), często niestety pod kołami samochodów… Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to wina właściciela, że nie zabezpieczył odpowiednio zwierzaka – no dobrze, ale czasami zdarzają się głupie zbiegi okoliczności (usłyszymy nietypowy, niepokojący hałas na korytarzu i odrobinkę uchylimy drzwi by sprawdzić, a w tym czasie akurat nastąpi kolejna kanonada, na skutek której spanikowany pies ucieknie) lub po prostu jakiś głąb będzie bawił się fajerwerkami w Sylwestra o godzinie 17., gdy będziemy spokojnie wyprowadzać psiaka na smyczy (z której w panice psiak śmiało da radę się zerwać).
Kolejną kwestią są wypadki, które przytrafiają się zarówno osobom, które koniecznie własnoręcznie muszą odpalać fajerwerki (oparzenia, skaleczenia, nawet utraty kończyn), jak też osobom towarzyszącym, które stały w niefortunnym miejscu oraz przypadkowym przechodniom (oparzenia, okaleczenia, utrata słuchu czy nawet zawał serca – każdy by się przestraszył, gdyby nagle kilkanaście centymetrów od niego coś wybuchło)… Nie wspominając o problemie, który się ostatnio pogłębił, czyli przypadkowych pożarach – nie oszukujmy się, większość z nas, jeśli ma natchnienie na zabawę z fajerwerkami, nie wybiera się kilka kilometrów na nieużytki, pozbawione zabudowy, większych drzew, itd., ale szampańsko bawi się na osiedlu czy przynajmniej nieopodal pojedynczych budynków mieszkalnych – naprawdę nie trzeba wiele, by wywołać tragiczny pożar lub w najlepszym przypadku rozbić komuś szybę w oknie.
Pamiętajmy, że po odpalaniu sztucznych ogni wszędzie wala się – i to przez dni, jeśli nie tygodnie – mnóstwo śmieci – resztki petard, butelki służące za podstawę (lub szkło z rozbitych butelek) do wyrzutni, itp., niewybuchy, porzucone pojedyncze fajerwerki, zapalarki… Coś może po jakimś czasie jednak się zapalić, na coś innego możemy sami lub nasze zwierzę – nastąpić, rozwalając nogę czy łapę… Tym bardziej, że w tym roku mamy troszkę śniegu, więc śmieci będą mniej widoczne.
Drobiazg, że odpalanie fajerwerków, petard i innych atrakcji, to też procesy spalania, emisja gazów cieplarnianych i zatruwanie powietrza też nie jest do końca bez znaczenia (szczególnie, przy obecnych innych nieco szalonych ograniczeniach).
Pomijając środowisko – fajerwerki to ogromny koszt dla naszego portfela – za kilka minut przyjemności (zależy jak dla kogo) płacimy kilkaset złotych – i nic nam z tej przyjemności nie zostaje, poza bardzo ulotnymi wspomnieniami (bo w tym przypadku nawet za bardzo z fotkami nie zaszalejemy). Nie oszukujmy się, że za te pieniądze moglibyśmy np. kupić sobie jakiś (nie taki mały) drobiazg – coś związanego z hobby, fajne ciuchy, bilety na koncert, do teatru czy (już w sporej ilości) do kina… Chyba z tego wszystkiego czerpalibyśmy nieco większą i dłuższą radość – to już taki argument dla osób najmniej wrażliwych…
Fajerwerki to przede wszystkim potworny hałas – dla zwierząt wręcz zabójczy (czasami to potężne obciążenie dla wielu ludzi – zwłaszcza chorych, czy choćby mających spektrum autyzmu). Jeśli chodzi o zwierzaki, to fajerwerki są gigantycznym problemem zarówno dla zwierząt domowych, jak też przebywających w ogrodach zoologicznych, ośrodkach dla zwierząt, jak też zwierząt dzikich. W najlepszym przypadku dla sporej grupy zwierzaków odrobina sylwestrowego szaleństwa kończy się potwornym strachem, stresem, czasami urazami psychicznymi na dłuższy czas (nadmierna lękliwość w codziennych sytuacjach). Często jednak zwierzaki przypłacają tę noc życiem – czy to po prostu zawałem serca ze stresu, czy też tragicznymi wypadkami podczas nagłej ucieczki przed hałasem i błyskami w środku nocy – ptaki rozbijają się o okna, ściany budynków, większe zwierzaki (np. w ośrodkach) w panice wpadają na ogrodzenie), a na wolności wpadają pod koła samochodu (może przy okazji powodując wypadek z poszkodowanymi wśród ludzi)... Taka sylwestrowa zabawa, to śmierć tysięcy niewinnych zwierząt.
Nie wspominając już o naszych domowych pupilach – szczególnie psiakach, które w panice uciekają (wyślizgując się przez niewielką szparę w drzwiach czy uchylone nieopatrznie okno, czy furtę w ogrodzie lub przeskakując przez płot, nawet, jeśli zdawałoby się, że to znacznie przekracza ich możliwości). A jak kończą się takie ucieczki? W najlepszym przypadku zniknięciem z domu na kilka dni, często wylądowaniem bardzo daleko od domu – i ewentualnie w schronisku dla psów (pytanie na jakie zwierzak trafi – bo z takowymi różnie bywa), często niestety pod kołami samochodów… Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to wina właściciela, że nie zabezpieczył odpowiednio zwierzaka – no dobrze, ale czasami zdarzają się głupie zbiegi okoliczności (usłyszymy nietypowy, niepokojący hałas na korytarzu i odrobinkę uchylimy drzwi by sprawdzić, a w tym czasie akurat nastąpi kolejna kanonada, na skutek której spanikowany pies ucieknie) lub po prostu jakiś głąb będzie bawił się fajerwerkami w Sylwestra o godzinie 17., gdy będziemy spokojnie wyprowadzać psiaka na smyczy (z której w panice psiak śmiało da radę się zerwać).
Kolejną kwestią są wypadki, które przytrafiają się zarówno osobom, które koniecznie własnoręcznie muszą odpalać fajerwerki (oparzenia, skaleczenia, nawet utraty kończyn), jak też osobom towarzyszącym, które stały w niefortunnym miejscu oraz przypadkowym przechodniom (oparzenia, okaleczenia, utrata słuchu czy nawet zawał serca – każdy by się przestraszył, gdyby nagle kilkanaście centymetrów od niego coś wybuchło)… Nie wspominając o problemie, który się ostatnio pogłębił, czyli przypadkowych pożarach – nie oszukujmy się, większość z nas, jeśli ma natchnienie na zabawę z fajerwerkami, nie wybiera się kilka kilometrów na nieużytki, pozbawione zabudowy, większych drzew, itd., ale szampańsko bawi się na osiedlu czy przynajmniej nieopodal pojedynczych budynków mieszkalnych – naprawdę nie trzeba wiele, by wywołać tragiczny pożar lub w najlepszym przypadku rozbić komuś szybę w oknie.
Pamiętajmy, że po odpalaniu sztucznych ogni wszędzie wala się – i to przez dni, jeśli nie tygodnie – mnóstwo śmieci – resztki petard, butelki służące za podstawę (lub szkło z rozbitych butelek) do wyrzutni, itp., niewybuchy, porzucone pojedyncze fajerwerki, zapalarki… Coś może po jakimś czasie jednak się zapalić, na coś innego możemy sami lub nasze zwierzę – nastąpić, rozwalając nogę czy łapę… Tym bardziej, że w tym roku mamy troszkę śniegu, więc śmieci będą mniej widoczne.
Drobiazg, że odpalanie fajerwerków, petard i innych atrakcji, to też procesy spalania, emisja gazów cieplarnianych i zatruwanie powietrza też nie jest do końca bez znaczenia (szczególnie, przy obecnych innych nieco szalonych ograniczeniach).















