11.02.2025
Co z elektroodpadami?
Wracamy do kwestii segregowania odpadów – szczególnie tych nieco (bardzo) kłopotliwych. Ostatnio było o bateriach i akumulatorach, teraz czas na elektroodpady…
Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że otaczają nas sprzęty elektroniczne – wszelkiego rodzaju RTV-AGD w naszych domach jest mnóstwo. Poczynając od sprzętów wielkogabarytowych (lodówki, pralki, zmywarki, suszarki, kuchenki, grzejniki, kaloryfery, telewizory), przez mniejsze sprzęty – typu czajnik, mikser, toster, żelazko, lokówka, suszarka do włosów, radio, miniwieża, dekoder, odtwarzarka DVD (a zapewne w niejednej piwnicy znajdzie się też jeszcze zapomniany magnetofon lub magnetowid), elektronarzędzia, aż po najmniejsze – piloty, smartfony, ciśnieniomierze, glukometry, termometry, maszynki do golenia, depilatory, stacje meteo, ale też zegary, jak również UWAGA: ładowarki, przewody, lampki choinkowe, latarki, lampy, przewody RTV, jak też elektryczne, lampy, lampki solarne, elektroniczne zabawki… Generalnie rzecz biorąc, w każdym domu idzie to w dziesiątki… Niestety (nawet jeśli nie jesteśmy gadżeciarzami z nadmiarem pieniędzy, którzy z obłędem w oczach rzucają się na najnowszy model), rocznie musimy wyrzucać minimum po kilka tychże sprzętów – bo zwyczajnie się psują i jakoś żaden mechanik nie rwie się do ich naprawy. I wtedy pojawia się mały problem? Gdzie to wyrzucić?
O ile kupujemy nowy sprzęt danego rodzaju, sklep z elektroniką jest zobowiązany do odbioru jednego naszego starego sprzętu – niemniej tylko jednego (czyli nie poratuje nas w porządkach na strychu lub w piwnicy), po drugie raczej dotyczy to tych większych sprzętów (w przypadku ładowarek do telefonów czy lampek choinkowych jakoś trudno znaleźć u sprzedawców dokładniejsze informacje – zwłaszcza, że często te małe „kabelki” kupujemy wysyłkowo). Aha – po trzecie – cóż, nie zawsze stać nas na zakup nowego sprzętu (ostatecznie np. bez zmywarki, która odmówiła współpracy na wieki, jakoś da się żyć).
Cóż – i tu zaczyna się problem – bo odpady powinniśmy dostarczyć do Punku Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Taki punkt mieści się w każdej gminie – tylko że większy sprzęt jakoś musimy tam dostarczyć – co w przypadku większych sprzętów jest mówiąc subtelnie – kłopotliwe (bo jak mamy zataszczyć gdzieś zmywarkę czy duży telewizor), a w przypadku tych drobniejszych uciążliwe i troszkę bezsensowne (z anemiczną ładowarką jechać na drugi koniec gminy?) – dojazd to też koszty, ślad węglowy i nasz czas. Pozostaje więc (jak to w każdym domu) legendarna „szuflada” do której wrzucamy wszystko, z czym nie bardzo wiadomo co zrobić i piwnica, zagracona tego typu rzeczami, które paradoksalnie mogłyby w dużym stopniu być poddane recyklingowi… Oczywiście nawet, jeśli w końcu pojedziemy do PSZOK ze wspomnianym telewizorem czy zmywarką, o zawartości szuflady z legendarnymi kabelkami i tak zapomnimy…
Aha – zwykły śmiertelnik nie posiadający samochodu, do przeciętnego punktu selektywnej zbiórki odpadów dojedzie już z 2-3 przesiadkami (a przy okazji poznamy nieznane zakątki naszego miasta czy gminy, a nawet dowiemy się o istnieniu ulic, o których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy).
A wystarczyłoby, aby pojemnik na te przynajmniej drobne i średnie (typu czajnik) pojemniki pojawiły się choć na co drugim osiedlu…
O ile kupujemy nowy sprzęt danego rodzaju, sklep z elektroniką jest zobowiązany do odbioru jednego naszego starego sprzętu – niemniej tylko jednego (czyli nie poratuje nas w porządkach na strychu lub w piwnicy), po drugie raczej dotyczy to tych większych sprzętów (w przypadku ładowarek do telefonów czy lampek choinkowych jakoś trudno znaleźć u sprzedawców dokładniejsze informacje – zwłaszcza, że często te małe „kabelki” kupujemy wysyłkowo). Aha – po trzecie – cóż, nie zawsze stać nas na zakup nowego sprzętu (ostatecznie np. bez zmywarki, która odmówiła współpracy na wieki, jakoś da się żyć).
Cóż – i tu zaczyna się problem – bo odpady powinniśmy dostarczyć do Punku Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Taki punkt mieści się w każdej gminie – tylko że większy sprzęt jakoś musimy tam dostarczyć – co w przypadku większych sprzętów jest mówiąc subtelnie – kłopotliwe (bo jak mamy zataszczyć gdzieś zmywarkę czy duży telewizor), a w przypadku tych drobniejszych uciążliwe i troszkę bezsensowne (z anemiczną ładowarką jechać na drugi koniec gminy?) – dojazd to też koszty, ślad węglowy i nasz czas. Pozostaje więc (jak to w każdym domu) legendarna „szuflada” do której wrzucamy wszystko, z czym nie bardzo wiadomo co zrobić i piwnica, zagracona tego typu rzeczami, które paradoksalnie mogłyby w dużym stopniu być poddane recyklingowi… Oczywiście nawet, jeśli w końcu pojedziemy do PSZOK ze wspomnianym telewizorem czy zmywarką, o zawartości szuflady z legendarnymi kabelkami i tak zapomnimy…
Aha – zwykły śmiertelnik nie posiadający samochodu, do przeciętnego punktu selektywnej zbiórki odpadów dojedzie już z 2-3 przesiadkami (a przy okazji poznamy nieznane zakątki naszego miasta czy gminy, a nawet dowiemy się o istnieniu ulic, o których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy).
A wystarczyłoby, aby pojemnik na te przynajmniej drobne i średnie (typu czajnik) pojemniki pojawiły się choć na co drugim osiedlu…















