07.11.2023
Czas posprzątać na działce i w ogródku
Hmm – jesień w pełni, pogoda coraz bardziej kapryśna… Najwyższy czas na solidne przygotowanie do zimy naszych działek i ogrodów… Jednym z elementów przygotowań jest niewątpliwie sprzątanie…
Porządki… Zarówno w domu, jak też w ogrodzie dla wielu z nas to prawdziwa udręka – nie chodzi nawet o wysiłek fizyczny, bo gimnastyka każdemu z nas się przyda, ale bardziej o to, co zrobić z odpadami, a w przypadku porządków przed zimą – jak przygotować ogród (czy dom – choćby z zewnątrz) do zimy… Skupmy się na początek na ogrodzie czy działce…
Pewnie wielu z nas ma dylemat, które porządki na działce wykonywać jesienią, a które dopiero wiosną. Są różne szkoły, argumentów za i przeciw jednemu i drugiemu podejściu jest sporo.
Teoretycznie w myśl tzw. ekologicznego podejścia, ingerencję w funkcjonowanie naszej działki czy ogrodu powinniśmy ograniczyć do minimum – czyli kosić trawnik jak najrzadziej, raczej nie grabić, a pojedyncze gałęzie, spadające z drzew czy ewentualnie przycięte dla bezpieczeństwa, też zostawić w spokoju. Co do koszenia – jeśli trawa akurat nie sięga pasa, jesienią koszenie raczej sobie odpuśćmy, trawa i tak kończy swą wegetację, a jeśli już kosimy, skoszoną trawę możemy pozostawić bez grabienia (rozłoży się nawożąc glebę). No i nie musimy główkować, co zrobić z resztkami skoszonej trawy. Jeśli jednak stawiamy na uporządkowaną działkę, trawa najlepiej powinna trafić do kompostownika, a jeśli jest akurat względnie sucho (o co w ostatnich dniach ciężko), spróbujmy wysuszyć trawę (siano można wykorzystać choćby do przysypania grządek, czy dokarmiania dzikich zwierząt zimą).
Jesienią więcej problemów przysparza nam grabienie opadłych liści, igieł, gałęzi oraz uprzątnięcie przekwitniętych i zaschniętych kwiatów z rabat. Po pierwsze pracy jest mnóstwo (liście opadają przez kilka tygodni – więc mamy wrażenie, że wykonujemy syzyfową pracę). Teoretycznie – znów w myśl ekologicznych nurtów – moglibyśmy odpuścić sobie grabienie, no, ale pojawia się tu sporo mankamentów. Po pierwsze o ile liście mogą stanowić po rozłożeniu się nawóz i są neutralne dla odczynu gleby (choć wiele zależy od gatunku), to już igły z sosen, świerków i innych roślin szpilkowych rozkładają się latami (prawie w ogóle się nie rozkładają), po drugie zalegając na trawniku po prostu silnie zakwaszają glebę. Drugim problemem jest to, że wiele z naszych roślin choruje – zalegające liście przyczynią się do rozprzestrzeniania chorób na inne rośny, ponadto – szczególnie przy wilgotnej pogodzie – jest podatnych na rozwijanie się na nich, a przy okazji na glebie, wystających korzeniach drzew pleśni i grzybów. Tym samym argumentów za zgrabieniem opadłych liści, igieł i gałęzi jest sporo.
Pytanie brzmi, co dalej zrobić z odpadami… do tematu wrócimy niebawem.
Pewnie wielu z nas ma dylemat, które porządki na działce wykonywać jesienią, a które dopiero wiosną. Są różne szkoły, argumentów za i przeciw jednemu i drugiemu podejściu jest sporo.
Teoretycznie w myśl tzw. ekologicznego podejścia, ingerencję w funkcjonowanie naszej działki czy ogrodu powinniśmy ograniczyć do minimum – czyli kosić trawnik jak najrzadziej, raczej nie grabić, a pojedyncze gałęzie, spadające z drzew czy ewentualnie przycięte dla bezpieczeństwa, też zostawić w spokoju. Co do koszenia – jeśli trawa akurat nie sięga pasa, jesienią koszenie raczej sobie odpuśćmy, trawa i tak kończy swą wegetację, a jeśli już kosimy, skoszoną trawę możemy pozostawić bez grabienia (rozłoży się nawożąc glebę). No i nie musimy główkować, co zrobić z resztkami skoszonej trawy. Jeśli jednak stawiamy na uporządkowaną działkę, trawa najlepiej powinna trafić do kompostownika, a jeśli jest akurat względnie sucho (o co w ostatnich dniach ciężko), spróbujmy wysuszyć trawę (siano można wykorzystać choćby do przysypania grządek, czy dokarmiania dzikich zwierząt zimą).
Jesienią więcej problemów przysparza nam grabienie opadłych liści, igieł, gałęzi oraz uprzątnięcie przekwitniętych i zaschniętych kwiatów z rabat. Po pierwsze pracy jest mnóstwo (liście opadają przez kilka tygodni – więc mamy wrażenie, że wykonujemy syzyfową pracę). Teoretycznie – znów w myśl ekologicznych nurtów – moglibyśmy odpuścić sobie grabienie, no, ale pojawia się tu sporo mankamentów. Po pierwsze o ile liście mogą stanowić po rozłożeniu się nawóz i są neutralne dla odczynu gleby (choć wiele zależy od gatunku), to już igły z sosen, świerków i innych roślin szpilkowych rozkładają się latami (prawie w ogóle się nie rozkładają), po drugie zalegając na trawniku po prostu silnie zakwaszają glebę. Drugim problemem jest to, że wiele z naszych roślin choruje – zalegające liście przyczynią się do rozprzestrzeniania chorób na inne rośny, ponadto – szczególnie przy wilgotnej pogodzie – jest podatnych na rozwijanie się na nich, a przy okazji na glebie, wystających korzeniach drzew pleśni i grzybów. Tym samym argumentów za zgrabieniem opadłych liści, igieł i gałęzi jest sporo.
Pytanie brzmi, co dalej zrobić z odpadami… do tematu wrócimy niebawem.















