22.04.2025
Ekologiczna schizofrenia
Od lat media bombardują nas informacjami o zanieczyszczeniu naszej planety, ocieplaniu klimatu, to znów zmianach klimatycznych, deficycie wody, itd. Oczywiście tragicznej sytuacji trzeba zapobiegać i to w błyskawicznym tempie.
O ile ogromnemu zanieczyszczeniu i zaśmieceniu Ziemi trudno zaprzeczyć, podobnie jak nasilającym się anomaliom atmosferycznym, wynikającym z pewnością ze zmian klimatycznych, duże wątpliwości budzą już wszelkie metody walki z niszczeniem naszej planety.
Z jednej strony wprowadzane coraz dziwniejsze przepisy niebawem będą chyba już limitowały nasze oddychanie (bo w przypadku zwierząt gospodarskich pewne limity są już normą), nie wspominając już o kwestiach energetyki, samochodów i innych chwilami egzotycznych pomysłów (choćby związanych z docieplaniem budynków, które w wielu przypadkach może być intrygującym procesem). Z drugiej strony jakoś kompletnie lekceważy się kwestię masowych wycinek lasów czy generalnie niszczenia terenów zielonych (koronnym przykładem Amazonia). Niestety takich absurdów nie brak też w słynącej z ekologicznych regulacji Europie. Nie trzeba daleko szukać – poczynając od tzw. betonozy, wciąż mającej się dobrze w naszych miastach (oraz często bardzo nieudolną walką ze zjawiskiem, która właściwie poza kosztami i ewentualnym akcentem wizualnym niewiele wnosi, a rośliny po kilku miesiąca jakoś zaczynają marnieć), kończąc na absurdalnych decyzjach dotyczących terenów, które od kilku dekad stanowią zieloną oazę w miastach, ale są po prostu atrakcyjnym terenem dla deweloperów czy innych rekinów biznesu… Koronnym przykładem jest otulina Parku Śląskiego, czyli dawne tereny targowe (to tutaj 19 lat temu miała miejsce jedna z największych tragedii we współczesnej Polsce – zawaliła się hala wystawowa – w katastrofie zginęło 65 osób, dziesiątki zostały rannych). Teren targów, niestety od końca lat 90 zaniedbany i właściwie porzucony, znajdujący się na styku 3 miast – Katowic, Chorzowa i Siemianowic, przylegający bezpośrednio do Parku Śląskiego, stanowił jego sporą otulinę, odgradzając z spory teren od hałaśliwego miasta, będąc też siedliskiem licznych zwierząt, z czasem też rzadkich gatunków roślin. Teren był ciekawie zaprojektowany, budynki biurowe i hale wystawowe (czasami perełki architektury) otoczone były zielenią. Na przestrzeni lat teren zmieniał właścicieli (administracyjnie należąc do Chorzowa), ostatecznie pomimo protestów społeczników, ekspertów i wielu samorządowców, trafiając w ręce deweloperów. Plany zabudowy obszaru ulegają zmianie, niemniej niepowetowana strata dla przyrody już miała miejsce – setki pięknych, dorodnych drzew zostały wycięte. Jak uzasadniają decydenci, teren targów nigdy nie był częścią Parku Śląskiego – w sensie formalnym – bo już w zamyśle i koncepcji było zupełnie inaczej…
Tak czy inaczej trudno się spodziewać, że wycinka setek drzew w sąsiedztwie parku, jak też rozpoczęcie w niedalekiej przyszłości na wspomnianym terenie intensywnych prac budowlanych, pozostanie bez wpływu na przyrodę Parku Śląskiego – brak dodatkowej izolacji od spalin, hałasu miasta, zachwianie balansu wód gruntowych, zmniejszenie terenów życia zwierząt, nie mówiąc już o obciążeniu, hałasie, zanieczyszczeniach, zmianach ukształtowania terenu związanych z inwestycją…
Warto też wspomnieć, że przykład terenów targowych, przy Parku Śląskim, to nie jest jedyny przypadek – niedawno pisaliśmy o problemach Parku Krajobrazowego Żabie Doły na pograniczu Chorzowa i Bytomia (sprawa na razie nieco przycichła). Czy podobnych działań na zielonych i wartościowych przyrodniczo terenach Krakowa.
Tak więc wprowadza się coraz liczniejsze limity – dotyczące produkcji, żywności, komunikacji, itd., wciąż mówi się zazielenianiu miast (które do tej pory w najlepsze się betonuje), jednocześnie godząc się na niszczenie ogromnych terenów zielonych, stanowiących od dekad zielone płuca miast, mające faktyczną wartość przyrodniczą…
Z jednej strony wprowadzane coraz dziwniejsze przepisy niebawem będą chyba już limitowały nasze oddychanie (bo w przypadku zwierząt gospodarskich pewne limity są już normą), nie wspominając już o kwestiach energetyki, samochodów i innych chwilami egzotycznych pomysłów (choćby związanych z docieplaniem budynków, które w wielu przypadkach może być intrygującym procesem). Z drugiej strony jakoś kompletnie lekceważy się kwestię masowych wycinek lasów czy generalnie niszczenia terenów zielonych (koronnym przykładem Amazonia). Niestety takich absurdów nie brak też w słynącej z ekologicznych regulacji Europie. Nie trzeba daleko szukać – poczynając od tzw. betonozy, wciąż mającej się dobrze w naszych miastach (oraz często bardzo nieudolną walką ze zjawiskiem, która właściwie poza kosztami i ewentualnym akcentem wizualnym niewiele wnosi, a rośliny po kilku miesiąca jakoś zaczynają marnieć), kończąc na absurdalnych decyzjach dotyczących terenów, które od kilku dekad stanowią zieloną oazę w miastach, ale są po prostu atrakcyjnym terenem dla deweloperów czy innych rekinów biznesu… Koronnym przykładem jest otulina Parku Śląskiego, czyli dawne tereny targowe (to tutaj 19 lat temu miała miejsce jedna z największych tragedii we współczesnej Polsce – zawaliła się hala wystawowa – w katastrofie zginęło 65 osób, dziesiątki zostały rannych). Teren targów, niestety od końca lat 90 zaniedbany i właściwie porzucony, znajdujący się na styku 3 miast – Katowic, Chorzowa i Siemianowic, przylegający bezpośrednio do Parku Śląskiego, stanowił jego sporą otulinę, odgradzając z spory teren od hałaśliwego miasta, będąc też siedliskiem licznych zwierząt, z czasem też rzadkich gatunków roślin. Teren był ciekawie zaprojektowany, budynki biurowe i hale wystawowe (czasami perełki architektury) otoczone były zielenią. Na przestrzeni lat teren zmieniał właścicieli (administracyjnie należąc do Chorzowa), ostatecznie pomimo protestów społeczników, ekspertów i wielu samorządowców, trafiając w ręce deweloperów. Plany zabudowy obszaru ulegają zmianie, niemniej niepowetowana strata dla przyrody już miała miejsce – setki pięknych, dorodnych drzew zostały wycięte. Jak uzasadniają decydenci, teren targów nigdy nie był częścią Parku Śląskiego – w sensie formalnym – bo już w zamyśle i koncepcji było zupełnie inaczej…
Tak czy inaczej trudno się spodziewać, że wycinka setek drzew w sąsiedztwie parku, jak też rozpoczęcie w niedalekiej przyszłości na wspomnianym terenie intensywnych prac budowlanych, pozostanie bez wpływu na przyrodę Parku Śląskiego – brak dodatkowej izolacji od spalin, hałasu miasta, zachwianie balansu wód gruntowych, zmniejszenie terenów życia zwierząt, nie mówiąc już o obciążeniu, hałasie, zanieczyszczeniach, zmianach ukształtowania terenu związanych z inwestycją…
Warto też wspomnieć, że przykład terenów targowych, przy Parku Śląskim, to nie jest jedyny przypadek – niedawno pisaliśmy o problemach Parku Krajobrazowego Żabie Doły na pograniczu Chorzowa i Bytomia (sprawa na razie nieco przycichła). Czy podobnych działań na zielonych i wartościowych przyrodniczo terenach Krakowa.
Tak więc wprowadza się coraz liczniejsze limity – dotyczące produkcji, żywności, komunikacji, itd., wciąż mówi się zazielenianiu miast (które do tej pory w najlepsze się betonuje), jednocześnie godząc się na niszczenie ogromnych terenów zielonych, stanowiących od dekad zielone płuca miast, mające faktyczną wartość przyrodniczą…















