25.03.2025
Gdy trzeba żarliwie trzymać kciuki, by w starym dresie nie pojawiła się dziura...
Segregacja śmieci – z jednej strony ulga dla przyrody (przynajmniej teoretycznie), z drugiej – dla wielu z nas problem prowadzący do potężnego bólu głowy…
Trzeba przyznać, że koncepcja konieczności segregowania nowej frakcji odpadów – czyli tekstyliów – bez zapewnienia na osiedlach kolejnego zbiornika jest po prostu „genialny”. O ile w przypadku baterii – zbiorniki na nie pojawiają się choć części sklepów (co i tak jest wygodne inaczej), na drobne elektroodpady – sporadycznie w niektórych marketach, to w przypadku tekstyliów na razie nie słychać o tego rodzaju inicjatywach.
Oczywiście pięknie brzmią nawoływania, by sprzedawać czy wymieniać ubrania przez Internet, korzystać z różnych „bazarków” polegających na wymianie rzeczy (pytanie, czy o ile większość z nas nie ma nic przeciwko podzieleniu się nadliczbowym sweterkiem, który ma nie do końca twarzowy kolor, to chyba nie każdy ma ochotę nosić ubiór po kimś – ale o tym może kiedy indziej), czy oddawać zbędne ubrania do koszy PCK… No dobrze – ale przecież to wszystko dotyczy ubrań, ewentualnie innych tekstyliów (koce, narzuty), które są nowe lub w niemal idealnym stanie. A ilu z przeciętnych Polaków pozbywa się masowo akurat takich rzeczy (cóż, większości z nas na to nie stać, a w domach wielu z nas dzielnie służą koce z czasów PRLu, a nasze wygodne domowe dresy przeszły już z nami na przestrzeni lat wiele…). Każda rzecz jednak w końcu niszczy się nieodwracalnie – a to przetrze się w niej dziura, a to uda się wypalić dziurę w swetrze podczas gotowania (pomijając traumę związaną z doświadczeniem – bo mogło skończyć się groźnie, taki sweterek raczej średnio ładnie pachnie)… Nasze ulubione jeansy jakoś też dziwnym czasie zaczynają się niszczyć – a jakoś nie zawsze mamy ochotę chodzić w spodniach z dziurami i to w kroku czy na dole nogawki… Niemniej statystycznie jakoś najczęściej dziwnym trafem zniszczeniu ulegają skarpetki – dziwnym trafem dziury w nich biorą się chyba z innego wymiaru, rajstopy, bielizna (majtki, podkoszulki – tak, tak, niektórzy je noszą, itd.). Pół biedy jeśli akurat materiał się przetrze i pojawi się w nim dziura – teoretycznie (zgodnie z ekologią i ekonomią) możemy jeszcze taką rzecz wyprać i odłożyć gdzieś do worka, w oczekiwaniu na magiczną podróż do PSZOK. Niestety zdarza się, że ubranie obleje się nam czymś, co daje mało ciekawe efekty zapachowe, a jednocześnie jakoś nie zawsze daje się wyprać (w najlepszym wypadku są to produkty spożywcze), no ale w przypadku bielizny, czy też bielizny pościelowej, sami wiemy, że przyczyny zanieczyszczeń bywają inne – zdarza się nawet zdrowym, dorosłym ludziom, a niestety tym bardziej w przypadku osób chorych, starszych, czy dzieci… Czasami skala zanieczyszczenia jest na tyle duża, że nie ma szans garderoby doprać, a nawet jeśli – już z przyczyn higienicznych (szczególnie w przypadku np. infekcji wirusowej czy bakteryjnej), lepiej nie narażać siebie, swojej pralki czy wanny, na nadmierny kontakt z tymże zanieczyszczeniem…
Pytanie brzmi, co mamy zrobić, z tkaniną umazaną właśnie czymś takim – bombą biologiczną, emitującą do kompletu masakryczny zapach… A to tylko nieliczne kłopotliwe przykłady…
Tak czy inaczej – zarówno, w przypadku dziurawych spodni od dresu, jak też tkanin stanowiących małą bombę biologiczną, mamy ten sam problem – czyli jak dostarczyć je do PSZOK i co z nimi do tego czasu robić w domu…
Oczywiście pięknie brzmią nawoływania, by sprzedawać czy wymieniać ubrania przez Internet, korzystać z różnych „bazarków” polegających na wymianie rzeczy (pytanie, czy o ile większość z nas nie ma nic przeciwko podzieleniu się nadliczbowym sweterkiem, który ma nie do końca twarzowy kolor, to chyba nie każdy ma ochotę nosić ubiór po kimś – ale o tym może kiedy indziej), czy oddawać zbędne ubrania do koszy PCK… No dobrze – ale przecież to wszystko dotyczy ubrań, ewentualnie innych tekstyliów (koce, narzuty), które są nowe lub w niemal idealnym stanie. A ilu z przeciętnych Polaków pozbywa się masowo akurat takich rzeczy (cóż, większości z nas na to nie stać, a w domach wielu z nas dzielnie służą koce z czasów PRLu, a nasze wygodne domowe dresy przeszły już z nami na przestrzeni lat wiele…). Każda rzecz jednak w końcu niszczy się nieodwracalnie – a to przetrze się w niej dziura, a to uda się wypalić dziurę w swetrze podczas gotowania (pomijając traumę związaną z doświadczeniem – bo mogło skończyć się groźnie, taki sweterek raczej średnio ładnie pachnie)… Nasze ulubione jeansy jakoś też dziwnym czasie zaczynają się niszczyć – a jakoś nie zawsze mamy ochotę chodzić w spodniach z dziurami i to w kroku czy na dole nogawki… Niemniej statystycznie jakoś najczęściej dziwnym trafem zniszczeniu ulegają skarpetki – dziwnym trafem dziury w nich biorą się chyba z innego wymiaru, rajstopy, bielizna (majtki, podkoszulki – tak, tak, niektórzy je noszą, itd.). Pół biedy jeśli akurat materiał się przetrze i pojawi się w nim dziura – teoretycznie (zgodnie z ekologią i ekonomią) możemy jeszcze taką rzecz wyprać i odłożyć gdzieś do worka, w oczekiwaniu na magiczną podróż do PSZOK. Niestety zdarza się, że ubranie obleje się nam czymś, co daje mało ciekawe efekty zapachowe, a jednocześnie jakoś nie zawsze daje się wyprać (w najlepszym wypadku są to produkty spożywcze), no ale w przypadku bielizny, czy też bielizny pościelowej, sami wiemy, że przyczyny zanieczyszczeń bywają inne – zdarza się nawet zdrowym, dorosłym ludziom, a niestety tym bardziej w przypadku osób chorych, starszych, czy dzieci… Czasami skala zanieczyszczenia jest na tyle duża, że nie ma szans garderoby doprać, a nawet jeśli – już z przyczyn higienicznych (szczególnie w przypadku np. infekcji wirusowej czy bakteryjnej), lepiej nie narażać siebie, swojej pralki czy wanny, na nadmierny kontakt z tymże zanieczyszczeniem…
Pytanie brzmi, co mamy zrobić, z tkaniną umazaną właśnie czymś takim – bombą biologiczną, emitującą do kompletu masakryczny zapach… A to tylko nieliczne kłopotliwe przykłady…
Tak czy inaczej – zarówno, w przypadku dziurawych spodni od dresu, jak też tkanin stanowiących małą bombę biologiczną, mamy ten sam problem – czyli jak dostarczyć je do PSZOK i co z nimi do tego czasu robić w domu…















