08.04.2025
I znów płoną łąki...
Nie będziemy specjalnie innowacyjni i tradycyjnie już na wiosnę powrócimy do kwestii, która w Polsce wciąż stanowi wielki problem – mowa o wypalaniu traw…
Niestety wiosna to bardzo pracowity czas nie tylko dla rolników i działkowiczów, ale też strażaków. Tradycyjnie o tej porze roku budzą się szaleńcy, którzy z uporem biorą się za wypalanie traw… Głupi i bezsensowny zwyczaj wypalania traw ma swoją długą tradycję, a wielu miłośników tejże formy „sprzątania” są wyjątkowo oporni na wszelką argumentację.
Co roku wczesnowiosenne pożary traw wywołane przez bezmyślnych ludzi angażują strażaków, którzy ryzykują zdrowie i życie (nie wspominając już o kosztach finansowych związanych z samą akcją gaśniczą), zajmują się dziełami bezmyślnych ludzi i w pewnym momencie mogą nie dojechać do innego pożaru czy wypadku. Co roku też nieszczęsne podpalenia traw pociągają za sobą ofiary śmiertelne i rannych, nie wspominając o nieodwracalnych szkodach dla przyrody oraz zniszczeniach materialnych…
Upór i brak świadomości podpalaczy traw poniekąd mogą budzić podziw – w końcu zarówno w toku edukacji szkolnej, jak też we wszelkiego rodzaju mediach wiele się mówi o negatywnych, a raczej tragicznych konsekwencjach wypalania traw, przy jednoczesnym braku pozytywów w tej kwestii – bo jedynym skutkiem jest wyniszczenie całkowicie całej fauny i flory na dużym obszarze, łącznie z warstwą gleby i żyjącymi w niej mikroorganizmami niezbędnymi do obiegu materii. Totalną głupotą jest również wiara w to, że można zapanować nad ogniem i wypalić wyłącznie zaplanowany obszar. Jak nietrudno się domyślić suche trawy, resztki martwych roślin, a przy okazji zalegające często na łąkach śmieci są wyjątkowo łatwopalne, dzięki czemu ogień rozprzestrzenia się w błyskawicznym tempie. Jeśli dorzucimy do tego wiatr – nawet lekki – oraz tegoroczną wyjątkowo dolegliwą dla całej przyrody suszę (oraz trwające od tygodni relatywnie wysokie temperatury) przepis na katastrofę jest gotowy. Wystarczy chwila, jeden podmuch wiatru, by ogień przeniósł się na inny obszar – pobliski las, czy też zabudowania gospodarskie, mieszkalne czy przemysłowe.
Giną ludzie, tracą swój dobytek, ale giną też zwierzęta – na łąkach i nieużytkach (poza wspomnianymi już mikroorganizmami, jak też owadami czy innymi bezkręgowcami), wiosną swoje gniazda zakładają ptaki czy ssaki, które opiekują się swoimi młodymi… Zwierzęta płoną żywcem, nie mają szans na ucieczkę.
Nie ma też roku, by wypalanie traw nie zagrażało np. schroniskom dla bezdomnych zwierząt, które przecież zlokalizowane są na ogół na uboczu miast – na szczęście do tej pory schroniska udaje się ewakuować, niemniej aż trudno wyobrazić sobie stres, jaki przeżywają biedne bezdomne zwierzęta, dla których traumą już jest sam pobyt w azylu, a co dopiero widok zbliżających się płomieni, cała akcja gaśnicza i niespodziewana ewakuacja.
Nie brak też wypadków, w których przy okazji wypalania traw, udaje się wypalić kilka samochodów stojących na parkingu, wspomniane już zabudowania gospodarcze, nie wspominając już o tragicznych w skutkach pożarach lasów – chyba najsłynniejszym był pożar puszczy nad Biebrzą kilka lat temu (który trawił ten wyjątkowy teren przez wiele dni, niosąc niepowetowane straty – pożar rozpoczął się właśnie od wypalania traw). Choć również w tym roku ogień (dzięki podpalaczom) nie oszczędził tych niezwykle cennych przyrodniczo obszarów (na szczęście w tym roku z nieco mniej tragicznymi skutkami).
Co roku wczesnowiosenne pożary traw wywołane przez bezmyślnych ludzi angażują strażaków, którzy ryzykują zdrowie i życie (nie wspominając już o kosztach finansowych związanych z samą akcją gaśniczą), zajmują się dziełami bezmyślnych ludzi i w pewnym momencie mogą nie dojechać do innego pożaru czy wypadku. Co roku też nieszczęsne podpalenia traw pociągają za sobą ofiary śmiertelne i rannych, nie wspominając o nieodwracalnych szkodach dla przyrody oraz zniszczeniach materialnych…
Upór i brak świadomości podpalaczy traw poniekąd mogą budzić podziw – w końcu zarówno w toku edukacji szkolnej, jak też we wszelkiego rodzaju mediach wiele się mówi o negatywnych, a raczej tragicznych konsekwencjach wypalania traw, przy jednoczesnym braku pozytywów w tej kwestii – bo jedynym skutkiem jest wyniszczenie całkowicie całej fauny i flory na dużym obszarze, łącznie z warstwą gleby i żyjącymi w niej mikroorganizmami niezbędnymi do obiegu materii. Totalną głupotą jest również wiara w to, że można zapanować nad ogniem i wypalić wyłącznie zaplanowany obszar. Jak nietrudno się domyślić suche trawy, resztki martwych roślin, a przy okazji zalegające często na łąkach śmieci są wyjątkowo łatwopalne, dzięki czemu ogień rozprzestrzenia się w błyskawicznym tempie. Jeśli dorzucimy do tego wiatr – nawet lekki – oraz tegoroczną wyjątkowo dolegliwą dla całej przyrody suszę (oraz trwające od tygodni relatywnie wysokie temperatury) przepis na katastrofę jest gotowy. Wystarczy chwila, jeden podmuch wiatru, by ogień przeniósł się na inny obszar – pobliski las, czy też zabudowania gospodarskie, mieszkalne czy przemysłowe.
Giną ludzie, tracą swój dobytek, ale giną też zwierzęta – na łąkach i nieużytkach (poza wspomnianymi już mikroorganizmami, jak też owadami czy innymi bezkręgowcami), wiosną swoje gniazda zakładają ptaki czy ssaki, które opiekują się swoimi młodymi… Zwierzęta płoną żywcem, nie mają szans na ucieczkę.
Nie ma też roku, by wypalanie traw nie zagrażało np. schroniskom dla bezdomnych zwierząt, które przecież zlokalizowane są na ogół na uboczu miast – na szczęście do tej pory schroniska udaje się ewakuować, niemniej aż trudno wyobrazić sobie stres, jaki przeżywają biedne bezdomne zwierzęta, dla których traumą już jest sam pobyt w azylu, a co dopiero widok zbliżających się płomieni, cała akcja gaśnicza i niespodziewana ewakuacja.
Nie brak też wypadków, w których przy okazji wypalania traw, udaje się wypalić kilka samochodów stojących na parkingu, wspomniane już zabudowania gospodarcze, nie wspominając już o tragicznych w skutkach pożarach lasów – chyba najsłynniejszym był pożar puszczy nad Biebrzą kilka lat temu (który trawił ten wyjątkowy teren przez wiele dni, niosąc niepowetowane straty – pożar rozpoczął się właśnie od wypalania traw). Choć również w tym roku ogień (dzięki podpalaczom) nie oszczędził tych niezwykle cennych przyrodniczo obszarów (na szczęście w tym roku z nieco mniej tragicznymi skutkami).















