20.03.2025
Jedziemy na wycieczkę... z dziurawymi skarpetkami
Hurra! Jest okazja do kolejnej wycieczki krajoznawczej – a to dzięki… dziurawym skarpetkom! Czyli o kolejnym barwnym obowiązku słów kilka...
Hmm, jakiś czas temu poświęciliśmy nieco uwagi segregowaniu śmieci, skupiając się szczególnie na bateriach i elektroodpadach. Przypomnijmy jedynie, że mamy absolutny obowiązek ich segregowania, niemniej oczywiście wśród zbiorników do segregowania odpadów na naszych osiedlach próżno ich szukać… O ile z ciężkimi (i tradycyjnie wylewającymi bateriami) możemy wybrać się na przyjemną wycieczkę do marketu czy galerii handlowej (gdzie znajdziemy często dobrze zamaskowane pudełeczko wypełnione po brzegi, z napisem pomnik na zużyte baterie), to z elektroodpadami (zepsutej latarki kieszonkowej czy staromodnego budzika też to dotyczy), możemy ku wielkiej radości wybrać się do PSZOK…
No, ale żebyśmy się nie nudzili, od nowego roku będziemy mieli więcej okazji do wycieczek krajoznawczych…
Od stycznia obowiązek segregacji odpadów dotyczy kolejnej frakcji odpadów – tym razem tekstyliów… Oczywiście – by nie było nam za łatwo (przecież nie wypada w życiu iść na łatwiznę) – na naszych osiedlach nie znajdziemy pojemnika na nową frakcję odpadów, innymi słowy – czas na kolejną wycieczkę do PSZOK…
Tak więc w naszych ulubionych skarpetach, nieco już znoszonych, nagle pojawia się wielka dziura? Cóż – jeśli nie planujemy zagospodarować ich w charakterze skarbonki, wypadałby wsadzić je do torby i wybrać się na wycieczkę do PSZOK – nie ma to jak wypad na drugi koniec miasta z przepoconymi skarpetkami w torbie… Oczywiście, by takiego paskudztwa nie smykać ze sobą (choć z drugiej strony może dzięki temu mielibyśmy miejsce siedzące w autobusie), wypadałoby (zużywając wodę i detergent) urządzić naszym skarpetkom ostatnie pranie… – oczywiście to zużycie wody i detergentu magicznie nie oddziałuje na środowisko… Następnie – oczywiście bez śladu węglowego – wsiadamy w samochód (co tam kilka litrów paliwa) i jedziemy do PSZOKU. A jeśli jesteśmy Eko lub nie mamy auta – oczywiście wsiadamy w autobus, następnie przesiadamy się ze dwa razy i już jesteśmy na miejscu (byle zdążyć przed zamknięciem). Nuda nam nie grozi, co tam czas, obciążenie środowiska podróżą… A za dwa dni… możemy wybrać się na wycieczkę ze starą ściereczką kuchenną (a jak zaszalejemy, może dorzucimy do niej szmatę podłogową), lub majtki, których raczej nie uda się doprać…
Cóż – o ile do niedawna ludzi, którzy mieszkali w mieszkaniach po sufit zawalonych śmieciami uznawaliśmy powszechnie za chorych psychicznie, dziś może okazać się, iż osoby mieszkające w mniej więcej w tych samych warunkach po prostu dbają o ekologię, a jednocześnie zwyczajnie nie mają możliwości (zdrowotnych, finansowych, nie mają ochoty fatygować sąsiadów) wywieźć graciarni do punku zbiórki odpadów…
Do tematu powrócimy niebawem – bo to niewątpliwie zagadnienie bardzo ciekawe…
No, ale żebyśmy się nie nudzili, od nowego roku będziemy mieli więcej okazji do wycieczek krajoznawczych…
Od stycznia obowiązek segregacji odpadów dotyczy kolejnej frakcji odpadów – tym razem tekstyliów… Oczywiście – by nie było nam za łatwo (przecież nie wypada w życiu iść na łatwiznę) – na naszych osiedlach nie znajdziemy pojemnika na nową frakcję odpadów, innymi słowy – czas na kolejną wycieczkę do PSZOK…
Tak więc w naszych ulubionych skarpetach, nieco już znoszonych, nagle pojawia się wielka dziura? Cóż – jeśli nie planujemy zagospodarować ich w charakterze skarbonki, wypadałby wsadzić je do torby i wybrać się na wycieczkę do PSZOK – nie ma to jak wypad na drugi koniec miasta z przepoconymi skarpetkami w torbie… Oczywiście, by takiego paskudztwa nie smykać ze sobą (choć z drugiej strony może dzięki temu mielibyśmy miejsce siedzące w autobusie), wypadałoby (zużywając wodę i detergent) urządzić naszym skarpetkom ostatnie pranie… – oczywiście to zużycie wody i detergentu magicznie nie oddziałuje na środowisko… Następnie – oczywiście bez śladu węglowego – wsiadamy w samochód (co tam kilka litrów paliwa) i jedziemy do PSZOKU. A jeśli jesteśmy Eko lub nie mamy auta – oczywiście wsiadamy w autobus, następnie przesiadamy się ze dwa razy i już jesteśmy na miejscu (byle zdążyć przed zamknięciem). Nuda nam nie grozi, co tam czas, obciążenie środowiska podróżą… A za dwa dni… możemy wybrać się na wycieczkę ze starą ściereczką kuchenną (a jak zaszalejemy, może dorzucimy do niej szmatę podłogową), lub majtki, których raczej nie uda się doprać…
Cóż – o ile do niedawna ludzi, którzy mieszkali w mieszkaniach po sufit zawalonych śmieciami uznawaliśmy powszechnie za chorych psychicznie, dziś może okazać się, iż osoby mieszkające w mniej więcej w tych samych warunkach po prostu dbają o ekologię, a jednocześnie zwyczajnie nie mają możliwości (zdrowotnych, finansowych, nie mają ochoty fatygować sąsiadów) wywieźć graciarni do punku zbiórki odpadów…
Do tematu powrócimy niebawem – bo to niewątpliwie zagadnienie bardzo ciekawe…















