09.09.2025
Pa, pa jednorazówki
Klimat się zmienia, robi się coraz goręcej (oczywiście nie dotyczy to maja), mamy problemy z suszą i gwałtownymi zjawiskami atmosferycznymi. Cóż – jest w tym dużo prawdy (choć nawet kwestii ocieplenia dane nie są aż tak jednoznaczne). Pytanie, czy rzeczywiście dzięki temu, że w restauracjach zabraknie np. cukru czy innych dodatków w jednorazowych opakowaniach, klimat gwałtownie przestanie się zmieniać, a zwierzęta wymierać?
Jak ostatnio wspomnieliśmy, w ostatnim czasie w życie wchodzą kolejne interesujące proekologiczne unijne zalecenia… Wśród nich – brak tzw. jednorazówek (np. cukru, innych przypraw, dżemów czy miniaturowych kosmetyków, by było mniej wyrzucanych opakowań…).
Skupmy się na cukrze – zgodnie z nową dyrektywą, do łask w restauracjach, barach, stołówkach itp. powracają cukiernice. Z punktu widzenia higieny – po prostu szczyt marzeń… Na ogół otwarte naczynie bez przykrycia lub z nieszczelnym przykryciem (czyli z szerokim dostępem dla kurzu i choćby przelatujących w okolicy much). Cukier z cukiernicy trzeba jakoś nasypać do naszej kawy czy herbaty – albo łyżeczką zamieszczoną w cukiernicy, albo naszą łyżeczką (no, tą wyjętą z kawy, którą już zdążyliśmy dobrze oblizać)… Bardzo higieniczne. Drobiazg, że cukiernica stoi na stole, podczas gdy goście przy stole mogą akurat kichać, kaszleć, czy ekspresyjnie mówić (nie oszukujmy się – nie wygląda to elegancko, ale zdarza się, że wtedy drobinki śliny idą w przestrzeń)… Jeśli przy stole są jeszcze do kompletu dzieci – cóż, niektóre mają „uroczy nawyk” wpychania swoich paluszków, w celach degustacyjnych, do wszystkiego, co jest na stole… No dobrze, przecież żaden restaurator nie będzie wymieniał zawartości cukiernicy dla każdych gości – taki wzbogacony o nasze DNA cukier, będzie w cukiernicy w najlepsze funkcjonował przez tydzień (albo i dłużej). Oczywiście istnieją dozowniki do cukru, niemniej po pierwsze nie są zbyt popularne, po drugie są średnio komfortowe w użyciu (choćby dozowanie ilości cukru i konieczność intensywnego potrząsania lub innych akrobacji), po trzecie – w końcu też nie są specjalnie szczelne (choćby w kwestii naszego kichania, czy paluszków naszych dzieci). A bakterie, wirusy i grzyby po prostu mogą już rozpocząć imprezę – niczym bakterie w toalecie w jednej z reklam „Domestosa” czy leków na opryszczkę. Cóż – w świetle tej uchwały, powiedzenie, że cukier to biała śmierć, nabiera nowego znaczenia…
Analogiczna sytuacja dotyczy artykułów higienicznych w hotelach – tu również będą musiały masowo trafiać do dozowników, których utrzymanie w czystości jednak jest dosyć trudne i karkołomne. Tu znów pojawia się problem marnotrawstwa – resztki mydła, żelu pod prysznic, balsamu do ciała z dozownika, wypadało by wylać po każdym gościu – czyli marnuje się spora ilość kosmetyku czy mydła…
Skupmy się na cukrze – zgodnie z nową dyrektywą, do łask w restauracjach, barach, stołówkach itp. powracają cukiernice. Z punktu widzenia higieny – po prostu szczyt marzeń… Na ogół otwarte naczynie bez przykrycia lub z nieszczelnym przykryciem (czyli z szerokim dostępem dla kurzu i choćby przelatujących w okolicy much). Cukier z cukiernicy trzeba jakoś nasypać do naszej kawy czy herbaty – albo łyżeczką zamieszczoną w cukiernicy, albo naszą łyżeczką (no, tą wyjętą z kawy, którą już zdążyliśmy dobrze oblizać)… Bardzo higieniczne. Drobiazg, że cukiernica stoi na stole, podczas gdy goście przy stole mogą akurat kichać, kaszleć, czy ekspresyjnie mówić (nie oszukujmy się – nie wygląda to elegancko, ale zdarza się, że wtedy drobinki śliny idą w przestrzeń)… Jeśli przy stole są jeszcze do kompletu dzieci – cóż, niektóre mają „uroczy nawyk” wpychania swoich paluszków, w celach degustacyjnych, do wszystkiego, co jest na stole… No dobrze, przecież żaden restaurator nie będzie wymieniał zawartości cukiernicy dla każdych gości – taki wzbogacony o nasze DNA cukier, będzie w cukiernicy w najlepsze funkcjonował przez tydzień (albo i dłużej). Oczywiście istnieją dozowniki do cukru, niemniej po pierwsze nie są zbyt popularne, po drugie są średnio komfortowe w użyciu (choćby dozowanie ilości cukru i konieczność intensywnego potrząsania lub innych akrobacji), po trzecie – w końcu też nie są specjalnie szczelne (choćby w kwestii naszego kichania, czy paluszków naszych dzieci). A bakterie, wirusy i grzyby po prostu mogą już rozpocząć imprezę – niczym bakterie w toalecie w jednej z reklam „Domestosa” czy leków na opryszczkę. Cóż – w świetle tej uchwały, powiedzenie, że cukier to biała śmierć, nabiera nowego znaczenia…
Analogiczna sytuacja dotyczy artykułów higienicznych w hotelach – tu również będą musiały masowo trafiać do dozowników, których utrzymanie w czystości jednak jest dosyć trudne i karkołomne. Tu znów pojawia się problem marnotrawstwa – resztki mydła, żelu pod prysznic, balsamu do ciała z dozownika, wypadało by wylać po każdym gościu – czyli marnuje się spora ilość kosmetyku czy mydła…















