28.05.2024
Uwaga na młode zwierzęta
Wiosna oraz przełom wiosny i lata, to piękny czas, gdy na świecie pojawiają się młode zwierzęta. Niestety młode, bezbronne stworzenia bardzo łatwo mogą stać się naszymi ofiarami – nawet całkowicie niezamierzenie…
O ile spora część dorosłych zwierząt u wielu z nas budzi raczej mieszane uczucia – czasami ogromną sympatię, czasami (jak najbardziej uzasadnionego i wskazanego) lęku, kiedy indziej niechęci. Nieco inaczej wygląda sytuacja z młodymi osobnikami – szczególnie reprezentantami ssaków, ale też ptaków i innych gatunków… No bo kto z nas jest w stanie oprzeć się małym, słodkim, bezradnym stworzonkom z wielkimi oczami, spoglądającymi na nas błagalnie?
Młode zwierzaki są śliczne i urocze, często, spacerując po lesie, łące czy nawet dzikszych zakątkach parku możemy spotkać maluchy, które – jak nam się wydaje – zostały porzucone przez matkę i mamy ochotę je ocalić. Niestety bardzo często wcielamy naszą ochotę w czyn – z bliżej nieuzasadnionych przyczyn traktując np. młodą sarenkę jak zaprzyjaźnionego psiaka, czyli biorąc na ręce, zabierając do samochodu i wywożąc z lasu czy łąki (w najlepszym wypadku poszukując ośrodka zajmującego się opieką nad dzikimi zwierzętami). Niestety w 80% przypadków robimy zwierzakom niedźwiedzią przysługę… Nie brak też „geniuszy”, którzy są gotowi podejść do takiego zwierzaka, przy okazji go dotykając, by zrobić sobie np. selfie lub zabawić się w domorosłego fotografa przyrody…
Absolutnie nie zbliżajmy się do młodych zwierząt. Ich matka może być w pobliżu i rzucić się na nas w ich obronie lub – jeśli poczuje na nich nasz zapach (bo je głaskaliśmy czy dotykaliśmy), prawdopodobnie je porzuci. Matka zwierzaka, gdy poczuje na nim obcy zapach, zobaczy, że było zabierane z gniazda, instynktownie porzuci je i wtedy maluch umrze z głodu i braku opieki. Skoro mama najprawdopodobniej za chwilę wróci – nie powinniśmy też zabierać młodego, nawet jeśli robi wrażenie porzuconego – niestety na 90% zwierzak już nie wróci do natury, a w przypadku młodszych, nie wiadomo czy przeżyje (stres, dokarmianie przez ludzi, zmiana warunków życia). Nie oznacza to oczywiście, że mamy całkowicie zlekceważyć zwierzę – przede wszystkim zachowajmy bezpieczny dystans. Postarajmy się (korzystając z lornetki, czy nawet zbliżenia w smartfonie czy aparacie fotograficznym) sprawdzić, czy zwierzę nie posiada widocznych obrażeń. Jeśli nie, odejdźmy i zapamiętajmy miejsce, w którym widzieliśmy zwierzaka. Powróćmy w to miejsce np. w drodze powrotnej – jeśli po dłuższym czasie zwierzak tkwi w tym miejscu nadal (i jest to miejsce raczej nie do końca typowe dla niego), może okazać się, że mama malucha miała wypadek lub porzuciła dziecko, najlepiej skontaktujmy się z leśnikami czy ewentualnie schroniskiem specjalizującym się właśnie w pomocy i rehabilitacji dzikich zwierząt. Oczywiście, jeśli już przy pierwszej obserwacji, zwierzak wygląda na rannego (krew, nienaturalne ułożenie kończyn), skontaktujmy się z leśnikiem od razu.
Pamiętajmy też o tym, że dla wielu zwierząt my jesteśmy zagrożeniem i to my możemy (celowo lub mimowolnie) zrobić im krzywdę – jak w przypadku ptaków i małych ssaków (typu jeż czy zając), to już w przypadku większych zwierząt (nie tylko drapieżników), z jednej strony możemy niechcący zagrozić maluchowi, z drugiej zostać zaatakowanym przez mamę broniącą młode (co w przypadku niedźwiedzia, wilka, dzika, ale też innych średniej wielkości oraz dużych ssaków – w tym saren czy jeleni), może sprowadzić na nas śmiertelne zagrożenie.
Nie zapominajmy też o niebezpieczeństwa zarażenia wścieklizną – ale o tym kiedy indziej.
Młode zwierzaki są śliczne i urocze, często, spacerując po lesie, łące czy nawet dzikszych zakątkach parku możemy spotkać maluchy, które – jak nam się wydaje – zostały porzucone przez matkę i mamy ochotę je ocalić. Niestety bardzo często wcielamy naszą ochotę w czyn – z bliżej nieuzasadnionych przyczyn traktując np. młodą sarenkę jak zaprzyjaźnionego psiaka, czyli biorąc na ręce, zabierając do samochodu i wywożąc z lasu czy łąki (w najlepszym wypadku poszukując ośrodka zajmującego się opieką nad dzikimi zwierzętami). Niestety w 80% przypadków robimy zwierzakom niedźwiedzią przysługę… Nie brak też „geniuszy”, którzy są gotowi podejść do takiego zwierzaka, przy okazji go dotykając, by zrobić sobie np. selfie lub zabawić się w domorosłego fotografa przyrody…
Absolutnie nie zbliżajmy się do młodych zwierząt. Ich matka może być w pobliżu i rzucić się na nas w ich obronie lub – jeśli poczuje na nich nasz zapach (bo je głaskaliśmy czy dotykaliśmy), prawdopodobnie je porzuci. Matka zwierzaka, gdy poczuje na nim obcy zapach, zobaczy, że było zabierane z gniazda, instynktownie porzuci je i wtedy maluch umrze z głodu i braku opieki. Skoro mama najprawdopodobniej za chwilę wróci – nie powinniśmy też zabierać młodego, nawet jeśli robi wrażenie porzuconego – niestety na 90% zwierzak już nie wróci do natury, a w przypadku młodszych, nie wiadomo czy przeżyje (stres, dokarmianie przez ludzi, zmiana warunków życia). Nie oznacza to oczywiście, że mamy całkowicie zlekceważyć zwierzę – przede wszystkim zachowajmy bezpieczny dystans. Postarajmy się (korzystając z lornetki, czy nawet zbliżenia w smartfonie czy aparacie fotograficznym) sprawdzić, czy zwierzę nie posiada widocznych obrażeń. Jeśli nie, odejdźmy i zapamiętajmy miejsce, w którym widzieliśmy zwierzaka. Powróćmy w to miejsce np. w drodze powrotnej – jeśli po dłuższym czasie zwierzak tkwi w tym miejscu nadal (i jest to miejsce raczej nie do końca typowe dla niego), może okazać się, że mama malucha miała wypadek lub porzuciła dziecko, najlepiej skontaktujmy się z leśnikami czy ewentualnie schroniskiem specjalizującym się właśnie w pomocy i rehabilitacji dzikich zwierząt. Oczywiście, jeśli już przy pierwszej obserwacji, zwierzak wygląda na rannego (krew, nienaturalne ułożenie kończyn), skontaktujmy się z leśnikiem od razu.
Pamiętajmy też o tym, że dla wielu zwierząt my jesteśmy zagrożeniem i to my możemy (celowo lub mimowolnie) zrobić im krzywdę – jak w przypadku ptaków i małych ssaków (typu jeż czy zając), to już w przypadku większych zwierząt (nie tylko drapieżników), z jednej strony możemy niechcący zagrozić maluchowi, z drugiej zostać zaatakowanym przez mamę broniącą młode (co w przypadku niedźwiedzia, wilka, dzika, ale też innych średniej wielkości oraz dużych ssaków – w tym saren czy jeleni), może sprowadzić na nas śmiertelne zagrożenie.
Nie zapominajmy też o niebezpieczeństwa zarażenia wścieklizną – ale o tym kiedy indziej.















