02.09.2025
Żegnajcie jednorazówki
Wśród najnowszych unijnych ekologicznych zakazów, jest zakaz tzw. jednorazówek w gastronomii – mowa o jednorazowych opakowaniach cukru czy innych przypraw. Dotyczy to też tzw. jednorazówek z mlekiem, ale też z dżemem, masłem, itd. Poza gastronomią, to koniec jednorazowych żeli pod prysznic, szamponów, balsamów, itd.
Świetnie – w pierwszej chwili dochodzimy do tego samego wniosku, co twórcy – brak jednorazówek, to znaczna redukcja śmieci, ograniczenie produkcji plastiku, itd. Taki oczywiście z założenia jest zamysł pomysłodawców.
Jak zawsze kij ma jednak dwa końce – mianowicie z jednej strony dochodzi tu drugi (poza odpadami) element nieustannie podnoszony przez ekologów, ale też ekonomistów – marnotrawstwo żywności (ale też środków higienicznych i kosmetyków). Skoro w restauracjach, stołówkach itd. zabraknie jednorazówek z mlekiem czy śmietanką, na stole będzie musiał się pojawić 0,5-litrowy lub nawet 1-litorwy karton mleka czy śmietanki lub nabiał podany w dzbanku – większym czy mniejszym. No dobrze, ale ile my tego mleka czy śmietanki wlejemy do kawy czy np. herbaty, ewentualnie dodamy do jakiegoś deseru? Trudno przewidzieć. Chyba nie jest nowością, że nabiał, który nie znajduje się w hermetycznym opakowaniu, musi znajdować się w lodówce – czyli resztę mleka z dzbanka czy kartonika po prostu… trzeba wylać. Podobnie z masłem, dżemem, miodem, itd. Czyli mamy prawdziwą oszczędność – do śmieci trafi spora ilość żywności, a w niedalekiej perspektywie zamiast kilku niewielkich opakowań z jednorazówek, już duży karton z mleka, itd.
O ile w przypadku wyżej wymienionych produktów restaurator, czy zarządca stołówki nie ma innego wyjścia i szybko psujące się produkty musi szybko utylizować, choć istnieją uzasadnione obawy, że znajdą się i tacy, którzy wzorem kucharzy przez rok smażących frytki na tym samym oleju, będą w stanie resztę mleka z dzbanka (po 2 godzinach stania na stole), włożyć do lodówki i podać z kolejnym gościom (do jakich zatruć i problemów może to prowadzić, chyba nie musimy tłumaczyć), podobnie z innymi produktami, większe problemy pojawiają się już w przypadku choćby cukru, sosów czy np. wspomnianych środków higienicznych…
Do tematu powrócimy za tydzień…
Jak zawsze kij ma jednak dwa końce – mianowicie z jednej strony dochodzi tu drugi (poza odpadami) element nieustannie podnoszony przez ekologów, ale też ekonomistów – marnotrawstwo żywności (ale też środków higienicznych i kosmetyków). Skoro w restauracjach, stołówkach itd. zabraknie jednorazówek z mlekiem czy śmietanką, na stole będzie musiał się pojawić 0,5-litrowy lub nawet 1-litorwy karton mleka czy śmietanki lub nabiał podany w dzbanku – większym czy mniejszym. No dobrze, ale ile my tego mleka czy śmietanki wlejemy do kawy czy np. herbaty, ewentualnie dodamy do jakiegoś deseru? Trudno przewidzieć. Chyba nie jest nowością, że nabiał, który nie znajduje się w hermetycznym opakowaniu, musi znajdować się w lodówce – czyli resztę mleka z dzbanka czy kartonika po prostu… trzeba wylać. Podobnie z masłem, dżemem, miodem, itd. Czyli mamy prawdziwą oszczędność – do śmieci trafi spora ilość żywności, a w niedalekiej perspektywie zamiast kilku niewielkich opakowań z jednorazówek, już duży karton z mleka, itd.
O ile w przypadku wyżej wymienionych produktów restaurator, czy zarządca stołówki nie ma innego wyjścia i szybko psujące się produkty musi szybko utylizować, choć istnieją uzasadnione obawy, że znajdą się i tacy, którzy wzorem kucharzy przez rok smażących frytki na tym samym oleju, będą w stanie resztę mleka z dzbanka (po 2 godzinach stania na stole), włożyć do lodówki i podać z kolejnym gościom (do jakich zatruć i problemów może to prowadzić, chyba nie musimy tłumaczyć), podobnie z innymi produktami, większe problemy pojawiają się już w przypadku choćby cukru, sosów czy np. wspomnianych środków higienicznych…
Do tematu powrócimy za tydzień…















